Dlaczego nie wolno przegrzewać dzieci

Nikt nie lubi, kiedy jest mu za gorąco. Ani latem, ani zimą nie chcemy się pocić czy przegrzewać. I słusznie, bo przegrzanie organizmu bywa bardzo niebezpieczne! W skrajnych przypadkach może prowadzić do udarów cieplnych, nie tylko słonecznych.
Czapka na głowie to jeden z najczęściej poruszanych aspektów zdrowotnych dotyczących dzieci.

Przegrzanie i czapka u niemowlaka

Przegrzanie (hipertermia) polega na nadmiernym nagromadzeniu się ciepła w organizmie i zaburzeniu termoregulacji, przy obniżonej zdolności do naturalnego chłodzenia, na przykład poprzez pocenie się. W Polsce powszechne jest przegrzewanie niemowląt i dzieci. W trosce o to, aby maluchom nie było zimno i aby nie zmarzły, rodzice przesadnie ciepło je ubierają, a najmniejsze dodatkowo otulają kocem. Wciąż nieśmiertelne są u nas czapki. Nieważne, czy jest ciepło czy zimno, czapeczka pozostaje obowiązkowym elementem garderoby niemowlaka, nawet gdy ten przebywa w domu. Podobno na Wyspach Brytyjskich funkcjonuje anegdota mówiąca o tym, że polskie dzieci można łatwo rozpoznać wśród brytyjskich po czapce na głowie. Jako rodzice musimy pamiętać, że przegrzanie bywa groźniejsze od przemarznięcia.

Człowiek – istota stałocieplna

Stałość temperatury organizmu człowieka dotyczy wyłącznie wnętrza ciała, narządów klatki piersiowej, jamy brzusznej, głowy oraz krwi. Bez względu na warunki zewnętrzne temperatura ta u zdrowych osób wynosi 36–37,2ºC, a u małych dzieci – 36,3–37,5ºC. Ciepłota kończyn i warstw powierzchniowych organizmu wykazuje zmienność i w dużym stopniu zależy od warunków zewnętrznych. Sposobem termoregulacji, zabezpieczającym ciało przed wychłodzeniem, jest skurcz obwodowych naczyń krwionośnych (kończyn i skóry). Spadek przepływu krwi w tkankach powoduje zmniejszenie oddawania ciepła krwi do otoczenia, stąd biorą się zimne ręce i stopy. W pierwszym miesiącu życia w mózgu człowieka dojrzewa ośrodek termoregulacji, dlatego w drugim zmiany temperatury nie stanowią tak dużego wyzwania dla młodego organizmu, który potrafi już sam się ogrzać i ochłodzić, oczywiście pod warunkiem, że wahania temperatury nie są zbyt drastyczne. Nie powinno się zwracać większej uwagi na zimne rączki i stópki, bo noworodek ma jeszcze niedojrzały układ krwionośny. Temperaturę ciała malucha sprawdzajmy zawsze na karku (najwygodniejsza metoda), klatce piersiowej lub kończynach. Jeśli okolice te są gorące i spocone, oznacza to, że dziecku jest za ciepło. Przegrzewając pociechy, utrudniamy im radzenie sobie ze zmianami temperatur, co sprzyja infekcjom.

Noworodek - jak go ubierać?

Noworodek tuż po urodzeniu rzeczywiście potrzebuje trochę cieplejszego otoczenia – właśnie zmienił środowisko z ciepłego i wilgotnego na suche i znacznie zimniejsze. Zaleca się, aby temperatura na sali porodowej mieściła się w przedziale 22–26ºC. Poważnym problemem wśród noworodków (szczególnie wcześniaków) w pierwszych dniach życia jest hipotermia, czyli wychłodzenie, dlatego na oddziałach poporodowych panują upały. Być może stąd bierze się w młodych rodzicach mania ciepłego ubierania, przykrywania kocykami i podkręcania ogrzewania, zwłaszcza jeśli pociecha przychodzi na świat w miesiącach jesienno-zimowych. Starajmy się zachować zdrowy rozsądek i umiar. Optymalna temperatura dla pomieszczenia, w którym przebywa małe dziecko, to 20–22ºC. Kiedy maluch śpi, należy ją obniżyć do 19ºC (zaleca się nawet 18ºC). Oczywiście słowo „optymalna” dla każdego będzie znaczyć coś innego. Pamiętajmy też o regularnym wietrzeniu pomieszczeń, w szczególności tych, gdzie dziecko sypia (przewietrzenie sypialni zapewni komfort snu również dorosłym). Najlepiej wynieść wtedy malucha z pokoju i szybko, ale skutecznie odświeżyć wnętrze. Potwierdzono badaniami klinicznymi, że przegrzanie może stać się przyczyną śmierci łóżeczkowej, czyli nagłego zgonu niemowlęcia w czasie snu (zespół nagłego zgonu niemowląt – sudden infant death syndrome, w skrócie SIDS).

Jak ubierać małe dzieci? Zimny chów

Dla bardzo małych dzieci nagłe zmiany temperatur są ciężkie do zniesienia, tak w zimie, jak i w lecie. Miejmy to na uwadze przy wszechobecnej klimatyzacji. Przewożąc dziecko samochodem, należy zmniejszyć jej intensywność przed zakończeniem jazdy, a zimą nie nagrzewać auta do maksymalnej temperatury. Na czas podróży najlepiej rozebrać malucha, pozostawiając go w ciepłej bluzie, ewentualnie okrywając kocem. Wymagają tego także producenci fotelików samochodowych, którzy nie zapewniają bezpieczeństwa przy grubej, zimowej odzieży.

Tak zwany zimny chów jest najskuteczniejszym sposobem hartowania dzieci i nie oznacza on wcale, że rodzice nie dbają o swoje pociechy, wręcz przeciwnie. Zbyt ciepło ubrane dziecko szybciej się poci, a wtedy łatwiej o wyziębienie organizmu. Gdy tylko temperatura osiąga poziom zbliżony do zera, na ulicach obserwuje się małe ludziki Michelin – poruszające się niczym śniegowe kule maluchy w grubych, ocieplanych kurtkach, narciarskich spodniach i z całą resztą ekwipunku do wyprawy na biegun. Dziecko, któremu jest za gorąco, staje się rozdrażnione i traci chęć do zabawy. Najmłodsze pociechy na nadmiar ciepła reagują płaczem. Nierzadko u przegrzanych maluchów pojawiają się również potówki. Za ciepło ubrane dzieci paradoksalnie mogą szybko marznąć, bo po pierwsze, są spocone, a po drugie, gruba warstwa odzieży utrudnia im poruszanie się, przez co rezygnują one z zabawy i ruchu. Wychodząc z maluchem na spacer, ubierajmy go podobnie do siebie (najmłodszym zakładajmy jedną warstwę więcej), najlepiej na cebulkę, aby móc rozebrać dziecko podczas harców na placu zabaw czy też ubrać lub przykryć je kocem, kiedy zaśnie w wózku. Nie rezygnujmy ze spacerów z powodu lekkiego kataru bądź zimna na dworze w obawie, że dziecko zmarznie. Przebywanie w chłodzie hartuje i wzmacnia maluchy (w przypadku dzieci do szóstego roku życia za graniczną temperaturę uznaje się –10ºC), jeśli są odpowiednio ciepło ubrane, a ich dłonie, stopy i głowy dobrze chronione przed odmrożeniami.

Mit czapki dla dzieci

Czapka na głowie to jeden z najczęściej poruszanych aspektów zdrowotnych dotyczących dzieci. Niedoświadczeni rodzice bezkrytycznie przyjmują rady najbliższego otoczenia, wyznając zasadę, że skoro babcia tak powiedziała, to tak ma być. W ten sposób na głowie malucha pojawia się czapka, bo zapalenie ucha, bo zimno, bo przewianie, bo…. Nieprawda! Ucho środkowe jest oddzielone od zewnętrznego błoną bębenkową, stany zapalne powodują wirusy i bakterie, a wysięk pojawia się najczęściej przy katarze. Wiatr nie ma tu nic do rzeczy. Sprawia jedynie, że odczuwalna temperatura jest niższa i szybciej dochodzi do wychłodzenia organizmu. Maluchom do pierwszego roku życia czapkę powinno się zakładać dopiero przy temperaturze poniżej 10ºC (niektórzy lekarze jako graniczną temperaturę podają 12ºC), a większym dzieciom wtedy, kiedy sami odczuwamy chłód i potrzebujemy nakrycia głowy. Latem z kolei chronimy głowę pociechy przed słońcem. Jeśli aura jest upalna i bezwietrzna, niemowlakowi leżącemu w zadaszonym wózku nie zakładajmy czapki ani skarpetek, bo może to doprowadzić do przegrzania. Częsty obrazek stanowi widok mamy w krótkich spodenkach i koszulce bez rękawów z dzieckiem aż czerwonym od gorąca, płaczącym i rozdrażnionym, ubranym w pajacyk, a do tego przykrytym kocykiem. Malucha w takim stanie nie da się uspokoić smoczkiem, ale wystarczy go odkryć i trochę rozebrać, by przynieść mu ulgę i lepsze samopoczucie. Nie zakładajmy też dziecku czapki w domu. Zalecane jest to tylko przez około 15–30 minut po kąpieli w pierwszych miesiącach życia.

Hartowanie dzieci zimnem

Zmarznięcie dziecka to zmora każdego rodzica. Jednak dla młodego organizmu nie jest ono takie straszne. Wystawiając dzieci na działanie niekorzystnych warunków – ciepła, zimna czy wiatru – zwiększamy ich tolerancję na owe czynniki. Inaczej mówiąc, hartujemy je, dzięki czemu odporność maluchów rośnie w siłę. Wiedzą o tym doskonale Finowie, którzy uczęszczają do sauny już z kilkumiesięcznymi dziećmi. Szwedzi, Duńczycy i Norwegowie z kolei mają swoje leśne przedszkola, gdzie maluchy spędzają czas, ucząc się na świeżym powietrzu, poza murami budynków. W krajach skandynawskich nie ma złej pogody na spacer. Jest tylko nieodpowiednie ubranie. Dzieci chorują tu mniej w porównaniu z polskimi. Hartowanie to nic innego jak wzmacnianie układu immunologicznego poprzez trenowanie reakcji organizmu na różne bodźce. Powinno być ono systematyczne i stopniowe. Jego celem jest wypracowanie własnych mechanizmów obronnych, a nie szok. Każda przerwa, nawet kilkudniowa, powoduje zmniejszoną wytrzymałość na bodźce cieplne. Hartowanie zimnem dotlenia tkanki, poprawia krążenie i zwiększa odporność na infekcje. W trakcie spacerów ściągajmy dziecku czapkę na kilka minut, stopniowo zwiększając ten czas, ale to rada tylko dla rodziców o stalowych nerwach, zaraz bowiem znajdzie się ktoś życzliwy, upominający o nakryciu głowy dla malucha. Podczas kąpieli w ramach zabawy potraktujmy dziecko na przemian zimnym i ciepłym strumieniem wody, a w okresie wiosennym i letnim pozwólmy mu nieraz biegać przez chwilę boso po trawie, nawet zimnej i mokrej. Bodźce powinno się stopniować (czas trwania i intensywność), rozpoczynając od słabych i krótkotrwałych, by dalej zwiększać ich nasilenie i czas oddziaływania, nie przedłużając jednak zbytnio bodźców intensywnych. Tam, gdzie to możliwe, dobrze jest wprowadzić aktywność fizyczną. Warto również zwrócić uwagę na dietę dziecka. Zadbajmy, aby była ona zbilansowana, pełna witamin i mikroelementów. Wyeliminujmy z niej żywność przetworzoną i cukier, a przynajmniej zredukujmy ich ilość. Podstawowa zasada hartowania to zdrowy organizm i jego dobra kondycja. Nie należy zatem rozpoczynać procesu podczas infekcji. Wspaniałą wiadomość stanowi fakt, że na hartowanie organizmu nigdy nie jest za późno.

„Twój Farmaceuta” nr 9, styczeń/luty 2017

autor mgr farmacji Agnieszka Dębowska
Data dodania 04.01.2018
Data ostatniej aktualizacji 17.01.2019