Radiologia - fakty i mity

Radiologia pomaga ratować zdrowie i życie od niemal 120 lat, a jednak u części pacjentów skierowanie na zdjęcie rentgenowskie budzi obawy. Wywołuje strach, że wprawdzie zdjęcie ułatwi lekarzowi pracę, ale zwiększy ryzyko zachorowania na raka. Czy promienie rentgenowskie są bezpieczna?

Rozwój radiologii

Od zawsze ludzie parający się leczeniem starali się powiązać chorobę z obserwowanymi symptomami: temperaturą ciała, tętnem, oddechem, wyglądem skóry, zmianami wyczuwanymi dotykiem. I zawsze mieli wątpliwości, bo nie mogli zobaczyć na własne oczy, w czym tkwi problem. Nabrali śmiałości, kiedy pojawiły się skuteczne środki znieczulające. Przypadki niewyjaśnione trafiały w ręce chirurgów, którzy operowali po to, żeby ustalić przyczynę choroby, a przy okazji wyleczyć. Często operowali niepotrzebnie, narażając pacjentów na ryzyko, towarzyszące zabiegowi chirurgicznemu.

Rewolucja wybuchła pod koniec XIX wieku. 8 listopada 1895 roku niemiecki fizyk Wilhelm Roentgen zaobserwował promienie, które później nazwał promieniowaniem X. Szybko zorientował się, że można je wykorzystać do nieinwazyjnego badania ludzkiego ciała. W 1901 roku Roentgen jako pierwszy otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Jego wynalazek z laboratorium trafił do szpitalnych pracowni, a nieco później do namiotów frontowych lazaretów pierwszej wojny światowej.

Promienie rentgenowskie – wpływ na organizm

Początkowo promieniowanie rentgenowskie uważano za nieszkodliwe. Był czas, kiedy w sklepach obuwniczych w USA ustawiano proste aparaty rentgenowskie, żeby przyciągnąć klientów i ułatwić przymierzanie butów. Tymczasem okazało się, że wraz ze wzrostem dawki promieniowania rośnie ryzyko zachorowania na nowotwory i chorobę popromienną. Im większa energia i dłuższy czas naświetlania, tym większe ryzyko powikłań.

W latach zimnej wojny promieniowanie kojarzono przede wszystkim z bronią masowego rażenia i zagładą. Być może wtedy powstał i rozpowszechnił się mit o szkodliwości badań rentgenowskich. Obawy mieli również badacze, poszukujący odpowiedzi na pytanie: gdzie leży granica? Na ile można sobie pozwolić, zanim zaszkodzi się pacjentowi? Zaczęto wprowadzać coraz bardziej restrykcyjne normy dopuszczalnych dawek promieniowania. Żeby im sprostać, udoskonalano urządzenia i procedury diagnostyczne.

Dzisiaj niektórzy naukowcy twierdzą, że wpływ promieniowania na organizmy żywe nie jest tak wielki, jak początkowo sądzono. W niektórych regionach, na przykład w Oklo, w Gabonie, dawka pochodząca od środowiska naturalnego (w tym przypadku od złóż rudy uranu) wielokrotnie przekracza normy przyjęte w większości krajów. I nic… Wśród lokalnej ludności nie obserwuje się częstszego występowania chorób kojarzonych z promieniowaniem: białaczek, nowotworów itp. To nie powód, żeby bagatelizować promieniowanie, można je jednak traktować z mniejszą rezerwą.

Jak się wykonuje badanie rentgenem?

Promieniowanie rentgenowskie powstaje w lampach, w których wiązkę elektronów przyspiesza się do bardzo dużej prędkości, a następnie gwałtownie hamuje. Promienie X, przechodząc przez ciało, są częściowo pochłaniane i rozpraszane w tkankach. O tym, ile promieniowania dotrze do detektora, decyduje skład chemiczny i grubość tkanki. Kości pochłaniają więcej promieniowania niż tkanki miękkie, dlatego diagnostykę rentgenowską zastosowano najpierw w ortopedii. Badanie tkanek miękkich jest trudniejsze. Dawka, niezbędna do wykonania czytelnego zdjęcia, w dużej mierze zależy od sposobu rejestrowania obrazu.

Początkowo używano klisz fotograficznych. Niewielka czułość wymagała stosowania długich czasów ekspozycji. Pacjent otrzymywał dawkę promieniowania wielokrotnie wyższą od stosowanych dzisiaj. Później pojawiły się specjalistyczne klisze rentgenowskie. Czas badania znacznie się skrócił, zmalała dawka. Współczesne elektroniczne przetworniki obrazowe przypominają elementy światłoczułe, stosowane w aparatach i kamerach cyfrowych. Zadowalają się niewielką ilością promieniowania, a wynik jest dostępny niemal natychmiast.

Zdarza się, że trzeba ocenić kształt, wymiary i wzajemne położenie narządów, robi się wtedy kilka zdjęć. Metoda wymaga od radiologa doskonałej wyobraźni przestrzennej. Z pomocą przychodzi rentgenowska tomografia komputerowa. Źródło promieniowania i detektory obracają się wokół pacjenta, wykonując serię zdjęć (czasami ponad 200) pod różnymi kątami, a komputer oblicza trójwymiarowy obraz narządów. Ceną jest większa dawka promieniowania, pochłonięta przez pacjenta.

Czy zawsze potrzebne jest promieniowanie?

Diagnostyka obrazowa dysponuje wieloma metodami. Jedne, jak tomografia PET (Positron Emission Tomography, czyli pozytonowa tomografia emisyjna), wykorzystują promieniowanie jonizujące, inne ultradźwięki (ultrasonografia) albo silne pole magnetyczne i fale radiowe wysokiej częstotliwości (magnetyczny rezonans jądrowy). Nie zawsze można używać ich zamiennie. Czasami to badanie z użyciem promieni Rentgena ma największą wartość diagnostyczną. Lekarz zlecający badanie ma na względzie dobro pacjenta i stara się zrównoważyć korzyści wynikające z wykonania badania i ryzyko.

autor Piotr Kołaczek
Data dodania 07.12.2017
Data ostatniej aktualizacji 17.01.2019